środa, 21 czerwca 2017

Czy iluzjoniści też mają przed sobą tajemnice?, czyli „Prestiż” Christophera Preist'a.

lubimyczytac.pl
   Na początku chciałabym zaznaczyć, że nie będzie to recenzja książki, ale tylko i wyłącznie moje odczucia podczas jej czytania. Wielu z Was może się to nie spodobać, ale po głębszych przemyśleniach doszłam do wniosku, że w recenzji chodzi o wrażenia jakie nam towarzyszyły podczas tej lektury a nie o jej fabułę. Oczywiście jakieś lekkie naprowadzenie o czym jest książka musi być, ale w umiarze.
   Musicie tylko pamiętać, że to jest moje zdanie odnośnie danej książki i nie musicie się z nim zgadzać.
   Nie przedłużając przejdźmy do recenzji dzisiejszej książki :)

***
   „Prestiż” to dość trudna ale ciekawa książka, choć muszę przyznać, że początek niezbyt mi się spodobał. Nie do końca wiedziałam w jakich czasach toczy się akcja powieści, ale na szczęście już po trzech rozdziałach wszystko się wyjaśniło. Następne rozdziały czytałam z zapartym tchem i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Fabuła książki jest niesamowita. Bardzo dobrze przemyślana i wciągająca. Już dawno nie czytałam, aż tak tajemniczej książki. Nie powiem Wam dokładnie o czym ona jest ale napomknę, że chodzi o pewnego rodzaju konflikt i tajemnicę.
   Książka wzbudza bardzo dużo różnych emocji i nie da się ich jednoznacznie opisać co jest dość dziwnym zjawiskiem. Czyta się ją dość ciężko ze względu na małą ilość dialogów. W większości jest to opis wydarzeń, ale jak ja dałam radę przez to przebrnąć (nienawidzę książek z samym opisem ;)) to i Wy też nie powinniście mieć z tym większych kłopotów. Pomimo tego, że fabuła książki toczy się bardzo dawno temu nie ma tutaj użytych jakichś dziwnych i trudnych słów jak np. w „Krzyżakach”. Czyta się ją całkiem przyjemnie, choć raczej wątpię, że znalazłby się ktoś kto przeczyta ją w jeden dzień, pomimo tego, że nie należy do grubych książek :) Mam tylko jeden minus odnośnie tej książki. Fabuła jest tak rozbudowana, że musiałam co jakiś czas wracać do wcześniejszych rozdziałów, tym bardziej, że nie czytałam jej codziennie, aby zrozumieć co autor miał na myśli. Troszkę to było uciążliwe no ale niestety te bardziej ambitne wątki tak mają :)
   Książka bardzo mi się spodobała, pomimo lekkich niedociągnięć. Ma świetną fabułę, choć czasami wszystko zaczyna nam się pomału plątać. Nie czyta jej się najgorzej nawet ze względu na większość opisu i traktuje o magii. Warto też wspomnieć, że powstał film na podstawie książki. Od razu możemy zauważyć, że film bardzo różni się od naszej lektury, która była jedynie inspiracją do jego nakręcenia. Myślę, że wielu osobom przypadnie do gustu, gdy pojawi się dylemat co przeczytać.

Napiszcie w komentarzu czy mieliście już okazję przeczytać tę książkę i jakie były Wasze wrażenia na jej temat i czy lubicie magię i iluzję :)

Pozdrawiam Was cieplutko!
Karo

wtorek, 27 grudnia 2016

"Ostatnia piosenka" - Nicholas Sparks

Tytuł: "Ostatnia piosenka"
Autor: Nicholas Sparks
Data wydania: 2009 r.
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 445



OKŁADKA

 Jest przepiękna. Pierwsze co rzuca się w oczy to para zakochanych a mianowicie Miley Cyrys i Liam Hemsworth, którzy grali główną rolę w filmie.
 Poniżej widać plażę, którą przemierza córka z ojcem, morze oraz wydmę. Wszystko to świetnie ze sobą współgra i jest przyjemne dla oka. Nie można zapomnieć o kolorach okładki, które idealnie się łączą z fabułą książki.
 Nie wiem jak w waszym odczuciu, ale ja jak na nią patrzę to od razu przypomina mi się lato i wakacje.
 Tytuł, imię i nazwisko autora są bardzo dobrze widoczne, dzięki czemu wiemy co czytamy.



AUTOR

 Chyba nie trzeba o nim dużo mówić :)
 Nicholas Sparks urodził się w 1965 r. i serca czytelników podbił pierwszą powieścią pt: "Pamiętnik". Po twórczość Sparksa chętnie sięgają twórcy filmów.
 Co do "Ostatniej piosenki", ciekawostką jest, że Sparks gościł w domu Cyrusów. To Mile stworzyła imię dla głównej bohaterki, a Nicholas użył go w swojej książce.



"Nie chciała myśleć o nowych problemach, ale mimowolnie zaczęła odtwarzać w myślach wydarzenia tego lata".



FABUŁA

 Siedemnastoletnia Ronnie wraz ze swoim młodszym bratem Jonah musi spędzić wakacje u ojca, w Północnej Karolinie. Dziewczyna nie chcę być tam tego lata z uwagi na fakt, że po rozwodzie jej rodziców, znienawidziła ojca i nie odzywała się do niego przez trzy lata. Zbuntowana nastolatka nie jest przyzwyczajona do miejsca w którym nikogo nie zna i nie ma gdzie wyjść.
 Pewnego dnia, podczas meczu siatkówki, przez pewien incydent poznaje przystojnego Willa. Czy będzie to coś więcej niż tylko przelotne spotkanie?



"Patrzył jej w oczy, gdy się przekomarzali, i zauważył, że jest jeszcze ładniejsza niż zapamiętał".



JĘZYK I STYL

 Język w książce nie jest trudny dzięki czemu świetnie i szybko się ją czyta. Nie ma niezrozumiałych słów a wszelkie skróty wyjaśnione są na końcu strony.
 Czcionka jest dość dużych rozmiarów.
 Książka podzielona jest na rozdziały i dlatego książka wygląda bardziej estetycznie.



WEDŁUG MNIE

 Przecudowna książka warta przeczytania. Jest pełna miłości, rodzinnego ciepła i refleksji. Nie raz sprawiła, że zakręciła mi się łza.
 Bardzo zżyłam się z bohaterami książki, ale niestety nie mogę tego powiedzieć o dwóch wkurzających postaciach które się tam pojawiają.
 Podczas czytania poczułam trochę empatii, względem Ronnie. Jest to bardzo ciekawa postać po przeżyciach.

 Książka jest jak najbardziej godna polecenia. Na pewno każdy kto po nią sięgnie, nie zawiedzie się.



"Zarzuciła mu ramiona na szyję i poczuła, że przywarł do niej całym ciałem. Wiedziała, że nie może być lepiej". 



piątek, 23 grudnia 2016

"Magiczne marzenie"

 Sara ostrożnie przekroczyła próg pokoju i zaczęła się rozglądać. Łóżko było w dużej części spalone, a większa część maskotek nie nadawała się już do zabawy.

 Dziewczyna, dalej szukając czegoś c przyda się Mai, potknęła się o kawałek jakiegoś materiału. Ostrożnie go podniosła i obejrzała.

 - No tak! Przecież to sukienka na występ - powiedziała do siebie - jest trochę ubrudzona i potargana, ale może da się ją jakoś uratować, choć ma już swoje lata. 

 Przerzuciła sukienkę przez ramię i kontynuowała poszukiwania. Obeszła pokój jeszcze raz, aby upewnić się, że nie ma nic potrzebnego. Po drodze znalazła kilka ubrań siostry, które jeszcze nadają się do noszenia, ale oprócz tego natknęła się jeszcze na jedną rzecz, dzięki której Maja na pewno będzie szczęśliwa. Była to mała figurka szczeniaka w trochę za dużym cylindrze i różdżką w pysku. Maja uwielbia tą figurkę i nosi ją wszędzie gdzie się tylko da. Kiedyś powiedziała Sarze, że to jest jej taki mały przyjaciel, który przynosi jej szczęście. Uważa, że to między innymi dzięki niemu zdobyła rolę w przedstawieniu. Starsza siostra wiedziała, że to tak nie działa, ale nie chciała zrobić małej przykrości. Na pewno z tego wyrośnie.

 Szybko wzięła figurkę i ruszyła w stronę korytarza. Już miała kierować się do łazienki, gdy nagle przed jej oczami stanęła postać Davida.

 - Patrz co znalazłem! - krzyknął - wydaję mi się, że należy do Ciebie.

 David trzymał coś błyszczącego w dłoni. Sara już miała do niego podejść, gdy nagle usłyszała... trzask i krzyk Davida.

 Cały korytarz stanął w białym pyle.

 - David! - krzyczała dziewczyna.

 Gdy pył trochę się rozproszył zobaczyła dziurę w podłodze i leżącego na dole chłopaka.

 - Oo Boże! David! - wydała z siebie Sara.

 Szybko, ale bardzo ostrożnie zeszłą po schodach i podbiegła do Davida.

 Dziewczyna chwaciła go za ramię i zaczęła szturchać. Niestety nic nie pomagało. Sara już bliska łez, zaczęła klepać go po policzkach i wołać jego imię. Po paru chwilach David zaczynał odzyskiwać przytomność.

 - I to się nazywa miękkie lądowanie - powiedział zachrypłym głosem.

 - David! Jak to dobrze, że nic Ci nie jest.

 - Jest dobrze, spokojnie, dziękuję, że się o mnie tak troszczysz.

 - Musze. W końcu to ja Ciebie namówiłam, żeby tu przyjść.

 David usiadł na deskach i wręczył Sarze to co znalazł w łazience. Dziewczyna z zaskoczenia ni mogła z siebie wydusić ani słowa. Zakryła usta dłonią i długo przypatrywała się temu, co miała na dłoni.

 - To biżuteria mojej babci! Nie mogę uwierzyć, że ją znalazłeś - wydusiła z siebie i pełna szczęścia spojrzała na Davida.

 - No... mnie też to zdziwiło.

 - Ostatni raz ją  miałam na sobie jakieś pół roku temu na weselu mojej kuzynki. Dziękuję, że ją znalazłeś.

 - Nie ma sprawy. W sumie długo jej nie szukałem. Była w drewnianej szkatułce.

 Sara poklepała się po czole i uświadomiła sobie, że schowała ja tam po to, aby Maja nie bawiła się nimi, gdy przychodziła do jej pokoju.

 Dziewczyna sięgnęła po plecak Davida, aby schować biżuterię i poczuła, że coś uciska ją wokół nogi. Rozejrzała się i dostrzegła ubrania, które znalazła dla Mai. Z lekkim uśmiechem wszystko zaczęła upychać do plecaka.

 - Ooo nie... co z laptopem?! - od razu Sarze zrzedła mina i teraz widać było na niej przerażenie.

 Pospiesznie wyjęła sprzęt z plecaka i zaczęła oglądać go z każdej strony. Na zewnątrz nic na szczęście się nie stało, ale za to trochę pękł ekran. Włączyła go i jej oczom ukazało się kolorowe okienko.

 - Całe szczęście, że działa. Ekran jakoś przeboleje - odetchnęła i na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.

 - Okej, to chyba nic tu po nas? - spytał David i spojrzał na zegarek - trochę tu ciemno, ale wnioskuję, że wybiła osiemnasta.

 - Dopiero?! Myślała, że nam zejdzie z tym trochę dłużej - odpowiedziała, szukając telefonów, które  służyły im jako latarki.

 - Nie jest jeszcze aż ta późno, dlatego zapraszam do mnie na kolację. Musisz spróbować mojej zapiekanki z brokułem i sosem serowym.

 - Nooo... chyba mnie namówiłeś - rzekła z uśmiechem Sara, przerywając na chwilę poszukiwania.

 - Czekaj, pomogę Ci szukać.

 Gdy odszukali telefony, David wziął plecak  kierowali się w stronę wyjścia.

 Po pociągnięciu na klamkę, im oczom ukazał się mrok.

 - Nienawidzę tej pory roku - westchnęła Sara widocznie wkurzona.

 - Ja też, ale nie jest źle! Zobacz są lampy, więc nie będzie się nam szło, aż tak strasznie - próbował załagodzić sytuację.

 Jej i tak jakoś to nie przekonało. Ale cóż mogła zrobić? W drodze powrotnej powiedziała chłopakowi o zmianie szkoły. David w dalszym ciągu nie był do tego przekonany.

 Tuż przed domem Davida zaczął padać gęsty śnieg i zaczął wiać silny wiatr.

 - Trochę nam się pogoda zepsuła, ale na szczęście jesteśmy na miejscu. Wejdź do środka - powiedział.

 Dziewczyna nieśmiało weszła do środka i zaczęła się rozglądać.

 - Rozbierz się, a ja idę zrobić nam gorącą czekoladę.
 Po wykonaniu czynności, dołączyła do niego i spytała:

 - David, powiedz mi czy ty masz coś wspólnego z magią?

 Chłopak trochę się zmieszał, ale pomyślał, że to najwyższy czas, aby Sara dowiedziała się o jego tajemnicy.

 - Hmm... wiesz co... muszę Ci coś pokazać.

 Oboje wzięli kubki z czekoladą i poszli na górę. David otworzył przed Sarą drzwi i okazało się, że jest to pokój chłopaka. Sara weszła do środka i ujrzała mnóstwo rekwizytów, które miały coś wspólnego z magią.

 - To ty jesteś iluzjonistą?! - spytała podekscytowana dziewczyna.

 - No tak... Jakoś bałem się o tym powiedzieć wcześniej.

 - Tak myślałam.





***


 PÓŹNIEJ

***



Chcecie wiedzieć co zmieniło się u naszych bohaterów?

 Otóż...

 Sara zmieniła i skończyła szkołę, zdała maturę oraz została iluzjonistką z małą pomocą Davida. Razem z mamą i siostrą przeprowadziły się do mieszkania jeszcze przed Wigilią. Ola i Marek zostali małżeństwem i razem prowadzą galerię sztuki. Ola w końcu zrozumiała, że Sara kocha iluzję i nie sprzeciwia się wyborowi córki, dlatego też lepiej się ze sobą dogadują. Maja ma za sobą mnóstwo występów, gdzie miała same główne role. Idzie jej świetnie! Myśli już nawet nad szkołą aktorską. Państwo Zielińscy podupadli na zdrowiu, ale dalej cieszą się z życia. Z Marceliną jest już coraz lepiej. Do tej pory chodzi na rehabilitację, ale lekarze zapewniają ją, że niedługo dojdzie do pełnej sprawności.

No i na koniec...

Sara i David pobrali się i mają dwójkę dzieci. Podzielają swoją pasję i zarażają nią również innych.



KONIEC!






 Z okazji zbliżających się Świąt chciałabym Wam życzyć dużo radości, miłości i wytrwałości oraz abyście nigdy nie przestali wierzyć w siebie i swoje możliwości. Niech te Święta będą dla Was magiczne i wyjątkowe 💖

CZARODZIEJKA KSIĄŻEK





poniedziałek, 12 grudnia 2016

"7 razy dziś" - Lauren Oliver

Tytuł: "7 razy dziś"
Autor: Lauren Oliver 
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 2015 r.
Ilość stron: 384




OKŁADKA

 Na pierwszy rzut oka nie jest za specjalna. Ani nie jest jakaś kolorowa, ani nie przyciąga uwagi bo nic się za bardzo tu nie dzieję. No, ale trzeba przyznać, że nawiązuje do tytułu i to bardzo.




AUTORKA

 Lauren Oliver rzuciła posadę asystentki redaktora w dużym wydawnictwie, by w pełni poświęcić się pisaniu. "7 razy dziś" jest jej debiutem literackim, ale napisała również trylogię "Delirium". Jej powieści zostały przetłumaczone na ponad 30 języków.




" Jeśli przekroczysz pewną granicę i nic się nie dzieję, to granica traci znaczenie".




FABUŁA

 Sam Kingston jest popularna, ma przystojnego chłopaka i świetne przyjaciółki. W dzień Kupidyna wybiera się z dziewczynami na imprezę do dawnego kolegi. Niestety impreza nie kończy się dla nich dobrze. W drodze powrotne przyjaciółki ulegają wypadkowi samochodowemu.
 Sam nie ma pojęcia co się z nią dzieję. Podczas wypadku czuję niesamowity ból, a później pochłania ją ciemność.
 Nagle budzi się w swoim łóżku. Tylko, że znów jest dzień Kupidyna.
 Czy Sam uda się uwolnić z tego koszmaru ?




ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY

 Wniosek z książki brzmi, że jednak warto zastanowić się dwa razy nad tym co robimy i mówimy.
 Sam miała szansę, aby się zmienić, ale mamy jedno życie i, więc przeżyjmy je jak najlepiej potrafimy.




"Dla niektórych istnieje tylko dziś. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo".




JĘZYK

 Język w książce jest łatwy do zrozumienia, dzięki czemu szybko się ją czyta.




WEDŁUG MNIE 

 Na początku nie byłam przekonana do tej książki, ponieważ wydawała mi się zbyt młodzieżowa. Jednak mniej więcej w środku książki zmieniłam zdanie. W jednej chwili książka tak mnie wciągnęła że nie mogłam się od niej oderwać.
 Fabuła zaciekawia i jest dość oryginalna. W pewnym stopniu związałam się z główną bohaterką.
 Z miłą chęcią polecam tę książkę każdemu, kto lubi książki a'la młodzieżowe.




"Okazuję się, że tyle rzeczy jest pięknych, jeśli bliżej im się przyjrzeć".

czwartek, 8 grudnia 2016

Witam Was po tak dłuuugiej przerwie wraz z recenzją !!!



 Na początku chciałam Wam przekazać, że znów powracam na bloga. Na jak długo niestety nie wiem, ale mam nadzieję, że jak najdłużej 😊

 Podczas tej przerwy przemyślałam sobie z jaką częstotliwością będę wrzucać posty. Wynikło z nich, że w poniedziałki będą się pojawiać recenzję, a w piątki fragmenty opowiadania. Oczywiście w międzyczasie mogą się pojawić jakieś posty z moimi przemyśleniami czy coś w tym rodzaju.

 No a na dowód tego, że powróciłam w pełni sił do tworzenia, zamieszczam recenzję książki, którą niedawno przeczytałam. Zapraszam do lektury 😃


Tytuł: "Iluzjonista"
Autor: Paul Sherman
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 2010 r.
Ilość stron: 288



OKŁADKA
 Tak naprawdę z tytułu ciężko jest wywnioskować o kim jest ta książka, oczywiście nie bierzmy teraz pod uwagę dopisku pod tytułem. Zdjęcie mówi nam już wszystko, oczywiście zakładając, żę znamy tego mężczyznę. Jego twarz jest rozpoznawalna dosłownie wszędzie. Według mnie, zdjęcie bardzo dobrze wyraża to, czym zajmował się Harry Houdini.
 Okładka może nie jest przyciągająca, ale ma w sobie elementy w stylu retro.



AUTOR
 Paul Sherman, znany jest również jako Przemysław Słowińśki. Z wykształcenia jest prawnikiem, ale z powodu awersji do prawników, nie przepracował w tym zawodzie ani jednego dnia. Pracował m. in. jako barman, malarz czy ochroniarz. Oczywiście to nie wszystkie zawody które wykonywał, a było ich wiele.



"- Nareszcie mamy swoje pięć minut - cieszyła się jak dziecko małżonka iluzjonisty.
 - Pięć minut, powiadasz - uśmiechnął się Houdini. - Przedłużmy je do pięćdziesięciu pięciu".




FABUŁA
 Jest to historia Harrego Houdiniego, najsłynniejszego iluzjonisty na świecie. Był on specjalistą od uwalniania się z każdego rodzaju kajdan czy kaftanów bezpieczeństwa.
 Zawsze wychodził cało z niebezpieczeństwa, a ono zawsze na niego czyhało czy to w wodzie czy na lądzie.
 Oprócz tego, że poznamy drogę jaką musiał przejść Houdini aby stać się sławnym, poznamy również życie prywatne naszego bohatera.


NAJSŁYNNIEJSZY ILUZJONISTA

 Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy kojarzy Houdiniego, ale każdy na pewno słyszał jakieś powiedzenie z nim związane. Pojawiają się one dość często.
 Houdini stał się tak znany, dzięki swojej niecodziennej pracy jaką było uwalnianie się praktycznie ze wszystkiego. W tamtych czasach nie było jako takiej rozrywki jak np. komputery więc myślę, że to dlatego ludzie go pokochali. To on zapewniał im rozrywkę ale i również chwile grozy.
 Dzisiaj oczywiście też można spotkać osoby które uwalniają się z wszelkiego rodzaju kajdan czy kaftanów.



"Każdy z nas ma w życiu taką chwilę, która przesądza o tym, kim będziemy".



JĘZYK

 Książka jest napisana w przyjemny dla oka sposób. Czcionka nie jest za mała, dzięki czemu czyta się ją szybko i lekko.
 Słowa są w większości zrozumiałe, ale jeżeli czegoś nie jesteśmy pewni, pod tekstem znajdziemy wyjaśnienie.



WEDŁUG MNIE

 Książka jak najbardziej godna polecenia, tym bardziej, że nie jest to typowa biografia i została napisana przez polaka. Jak dla mnie jest to książka z tych ważniejszych, tym bardziej, że interesuje się tą dziedziną sztuki. Czytając tę książkę bardzo żyłam się również z żoną bohatera która zawsze wspierała swojego męża.
 Warto też dodać, że "Iluzjonista" to pierwsza książka o Houdinim wydana w Polsce.
 Serdecznie polecam każdemu, kto choć trochę chcę poznać historię tego iluzjonisty.




"Prawdziwym miłosierdziem jest kość, którą dzielisz się z psem, gdy jesteś tak samo głodny jak on".


wtorek, 18 października 2016

"Magiczne marzenie"

 Gdy Sara zbliżała się do stajni, zauważyła, że David głaszcze młodego konia po pysku. Dziewczyna nie mogła się napatrzeć na tę scenę i aby nie wystraszyć ani chłopaka, ani konia schowała się za drewnianym słupem i czule się im przyglądała.

 Kiedy minęło dziesięć minut, chłopak odwrócił się i dostrzegł za słupem jakąś sylwetkę. Podszedł bliżej i nagle został zaatakowanym przez Sarę. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i zaczęła głośno się śmiać.

 - Ale miałeś minę - rechotała dziewczyna.

 - O bardzo śmieszne - powiedział z poważną miną David.

 Sarze od razu zrzedła mina, gdy zobaczyła jego wyraz twarzy. Pomyślała, że mu się to nie spodobało i Go tym uraziła. Po chwili jednak dostrzegła, że kąciki ust chłopaka zaczynają się podnosić, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.

 - O mało co nie dostałem zawału, ale było to dość zabawne.

 - Odwdzięczyłam się tylko za tę akcję w szpitalu - zachichotała dumna z siebie dziewczyna.

 - Czekaj, czekaj... jaką akcj... aaa... już wiem, pewnie chodzi o tą co wyskoczyłem zza doniczki?

 - O właśnie o tą - przytaknęła Sara.

 Oboje zaczęli się śmiać, nie zważając na to czy wystraszą konie.

 Poszli w stronę spalonego domu Sary, cały czas żywo rozmawiając. Gdy stanęli przed budynkiem, Sara wzdrygnęła i powiedziała patrząc na dom.

 - David... boję się tam wejść.

 - Wiesz, jeżeli nie chcesz, nie musimy.

 - Właśnie musimy. Może się okazać, że nie spłonęło wszystko.

 - Okej. Pamiętaj, że ja będę z Tobą. Ze mną nic Ci się nie stanie.

 - Będę pamiętać.

 Sara weszła na czarne schody, a tuż za nią szedł David. Otworzyła ostrożnie drzwi, włączyła latarkę w telefonie, uczynił to również David, oboje weszli do środka i zaczęli się rozglądać. W sumie nie było, aż tak źle. Ogień nie zdążył pochłonąć do końca wszystkiego, ale i tak było niebezpiecznie.

 - No powiem Ci, że miałaś bardzo ładny dom - rzekł David.

 - Dzięki. Nie był taki zły.

 Dziewczyna ruszyła po schodach na górę. Szła pomalutku, uważając na każdy swój ruch. Nagle Sara poczuła się dość dziwnie, tak jakby za chwilkę miało się coś stać. Pod jej prawą nogą schody mocno skrzypnęły i słychać było głośny trzask łamanych desek.

 - Sara! -  krzyknął David i rzucił się na pomoc.

 - Jestem na schodach! - krzyknęła do Davida.

 Gdy chłopak dotarł do schodów zauważył, że noga dziewczyny znajdowała się pod schodami. Chwycił Sarę pod pachami i pomógł jej się wydostać.

 - Poszło łatwiej niż myślałam - odetchnęła Sara, gdy znaleźli się na górze - dziękuję za pomoc.

 - Ty mi nie dziękuj, tylko szukajmy tego co się uratowało - odparł do dziewczyny lekko się uśmiechając - ale nie ma sprawy, wiesz, że musiałem Ci pomóc. 

 Sara uśmiechnęła się do chłopaka i ruszyła w stronę swojego pokoju. Nie wyglądał za ładnie. Większość rzeczy była całkowicie spalona i przysypana śniegiem. Poszła się porozglądać i jej oczom ukazał się nietknięty laptop, który samotnie leżał na parapecie. Szybko do niego podeszła i ujęła w dłonie. Włączyła go, aby upewnić się, że na pewno działa.

 - No dalej - szepnęła Sara.

 Stała jeszcze chwilę, bardzo zniecierpliwiona, tracąc nadzieję, że  w ogóle się włączy.

 - Jest! - krzyknęła triumfująco dziewczyna.

 Akurat w tym momencie wszedł David.

 - Co się stało? Usłyszałem Twój krzyk i...

 - Znalazłam mojego laptopa... działa - uradowała się Sara.

 - O kurde! Super! To cud, że się z nim nic nie stało.

 Dziewczyna pokazała mu sprzęt, a sama poszła szukać innych rzeczy, które są dla niej ważne. Znalazła między innymi kilka książek o iluzji, na których widok wydała z siebie piskliwy dźwięk radości. O dziwo były tylko trochę nadpalone na okładkach.

 - Jak to dobrze, e wziąłeś plecak - powiedziała z uśmiechem w stronę Davida.

 On nic nie mówiąc dotknął swojej skroni i rzucił jej dumne spojrzenie.

 Sara znalazła jeszcze trochę ubrań w których mogłaby jeszcze użyć, a następnie wyszli z pokoju. Na korytarzu obwieściła Davidowi, że pójdzie jeszcze do pokoju Mai. Chłopak pomachał porozumiewawczo głową i zaproponował, że pójdzie do łazienki bo może tam będzie coś godnego uwagi...



CDN.


niedziela, 16 października 2016

"Oni" - Olga Haber

Tytuł: "Oni"
Autor: Olga Haber
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania:  2014 r.
Ilość stron: 224


OKŁADKA

 Nie jest jakaś szczególna. Ciemne, jednolite barwy nieco przytłaczają i nie przyciągają. Motyw cmentarza jest już lepszy chociażby dlatego, że ma coś wspólnego z fabułą
 Dopisek na górze okładki jest według mnie trochę niepotrzebny, bo z głównym wątkiem ma to mało wspólnego.
 Bardzo dobrze umiejscowione jest imię i nazwisko autorki. Na pewno nikt ich nie przeoczy. Oczywiście to samo jest z tytułem.


AUTORKA

 Olga Haber urodziła się w 1974 r. i jest rodowitą krakowianką. Z wykształcenia jest filologiem polskim. "Oni" to jej debiut powieściowy.
 Olga uwielbia czekoladę, stare filmy i Stephena Kinga.



"Bąknęłam coś o tym, że ponoć ruch to zdrowie i zabrałam się za swoją kawę, smakując ją wolnymi łykami".



FABUŁA

 Natalia była świadkiem śmiertelnego wypadku. Po tym traumatycznym przejściu, postanawia zamieszkać w drewnianym domku nad jeziorem. W pewnym momencie swojego życia, pojawia się Łukasz, który jest od niej sporo młodszy.
 Spokojna okolica kryje swoje mroczne oblicze, aż do pewnej nocy, gdzie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kobieta czuje się cały czas obserwowana, ma koszmary, a do tego mieszkańcy miasteczka zachowują się inaczej niż zwykle i dzieją się wypadki, których nikt nie jest w stanie wytłumaczyć.
 Natalia postanawia wyjechać ze strasznej okolicy, ale ONI już jej na to nie pozwalają. Teraz już nie ma drogi ucieczki.


POLSKI HORROR

 Pierwszy raz czytałam horror polskiej autorki, ale jakoś mnie nie porwał. Zawsze czytałam jakieś romanse czy kryminały, ale horroru jeszcze nigdy.
 A może Wy przeczytaliście jakiś dobry polski horror? Czekam na Wasze propozycje w komentarzach :)



"Cofnęłam się w głąb pokoju i starając się poruszać bezszelestnie, wróciłam do łóżka".



JĘZYK

 Jak dla mnie było za dużo przekleństw, co też wpływało na odbiór książki. Pomimo, że nie było niezrozumianych słów, nie czytało się jej za dobrze.


WEDŁUG MNIE

 Książka mnie nie zachwyciła. Pomysł na fabułę był dość dobry, ale autorka nie do końca to wykorzystała. Poza tym o bohaterach prawie nic nie wiemy. Nie ma jakiegoś zarysu  postaci. Nie da się z nimi w jakikolwiek sposób zżyć.
 Wracając do fabuły to jest dość dynamiczna, lecz przewidywalna.
 Końcówka książki nieco mnie zszokowała o to jest chyba jej jedyny plus.
 Książki niestety nie mogę polecić. Nie ma w niej nic, co byłoby warte jej uwagi.




"Jedyną pamiątką po gwałtownej wichurze były niewielkie połamane gałązki na trawniku". 

czwartek, 13 października 2016

"Dziewczyny do wynajęcia" - Irena Matuszkiewicz

Tytuł: "Dziewczyny do wynajęcia"
Autorka: Irena Matuszkiewicz
Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Data wydania: 2012 r.
Ilość stron: 408


OKŁADKA

 Jest dość dużo wydań tej książki z przeróżnymi okładkami. Mi trafiła się, powiem szczerze, nie za specjalna. Jednym słowem można powiedzieć, że jest... zielona. Nie mam zielonego pojęcia czemu ma służyć klamka  na niej widoczna i szczególnie nie przyciąga uwagi.

AUTORKA

 Irena Matuszkiewicz urodziła się 2 kwietnia 1945 r . w Tarnawatce, na Lubelszczyźnie. Studiowała filologię polską na UMK w Toruniu. Jest dziennikarką. Autorka nie znosi bezczynności. W końcówce lat osiemdziesiątych dopadła ją choroba nóg, co utrudniało jej pracę w dziennikarstwie. Uwielbia zajmować się swoim ogrodem.


"Dla Zuzanny nie było złej pogody, może z wyjątkiem huraganu i gradobicia".


FABUŁA

 Zuzanna to bardzo atrakcyjna kobieta. Po polonistyce wynajmuje małą kawalerkę i rozpoczyna pracę w szkole. Ma przystojnego chłopaka, ortopedę.
 Jej siostra, Weronika mieszka w innym mieście, gdzie też mieszkają dwie przyjaciółki Zuzanny.
 Pewnego dnia Weronika zaprasza Zuzannę do siebie. Dziewczyna oczywiście do niej przyjeżdża, ale nigdy nie pomyślałaby, że Weronika zaczyna grać z nią w perfidną grę, o której nie ma pojęcia.

DWA RÓŻNE CHARAKTERY

 Nie wiem niestety jak to jest mieć rodzeństwo, ale słyszałam, że niekiedy się zdarza, że rodzice traktują różnie swoje dzieci, a nie na równi.
 W książce jest to bardzo dobrze przedstawione. Weronice zawsze ustępował i rodzice wiecznie ją rozpieszczali i zawsze dostawała to co chciała.
 Z kolei Zuzia była tą gorszą w rodzinie. Pomimo tego, że zawsze była uśmiechnięta, rozgadana i energiczna, zawsze musiała oberwać od rodziców.
 Według mnie to trochę nie na miejscu, aby dzieci traktować w taki sposób, no ale niestety chyba każdy rodzic ma swoje oczko w głowie :)


"Poniedziałek niósł ze sobą nie tylko początek nowego tygodnia, lecz także zapowiadał nowe możliwości i przeżycia".


JĘZYK

 Książka jest łatwa do czytania i zrozumienia. Nie użyto tu nieznanych dla nas zwrotów. Ma dość dużo dialogów, przez co książkę czyta się bardzo przyjemnie.


WEDŁUG MNIE

 Książka nawet ciekawa. Jest tu inna fabuła niż każda. Z podobną się jeszcze nie spotkałam. Autorka miała na nią bardzo dobry pomysł.
 Momentami lektura jest nawet śmieszna. Czyta się ją szybko i lekko.
 O bohaterach mogę powiedzieć tylko, że od pierwszego momentu nie polubiłam Weroniki i nie darzyłam ją sympatią do końca książki. Za to z Zuzią nawet się zżyłam. Jest bardzo ciekawą postacią.
 Książka jest godna polecenia. Fabuła trzyma w napięciu i z karki na kartę dowiadujemy się coraz to ciekawych rzeczy.
 Jest idealna na deszczowe dni przy kakale lub czekoladzie.


"Zuzanna często dostawała od lodu to, czego wcale nie oczekiwała".

wtorek, 11 października 2016

"Magiczne marzenie"

 O czternastej wyszła już ze szkoły. Nie było za przyjemnie więc bez, słowa opuściła zajęcia. Ale jest i jeden plus. Nikt nie dopytywał się, czemu nie ma zeszytów.

 Sara skierowała się w stronę przystanku. Nie czekała długo, gdyż autobus akurat nadjechał. Zajęła miejsce obok młodej kobiety. Miała może około trzydziestu lat.

 - To są również Twoje dzieci! Nie możesz tak po prostu ich zostawić! - krzyczała do telefonu.

 Sara przysłuchiwała się rozmowie i wywnioskowała z niej, że mąż mąż kobiety chcę wyjechać, prawdopodobnie w sprawie pracy, zostawiając ją i czwórkę małych dzieci. Dziewczyna uświadomiła sobie, że problemy są codziennie i ma je każdy, choć nie zawsze je widać.

 Jest przystanek Sary. Ucieszyła się w duchu, że już wysiada, ponieważ nie mogła dalej słucha rozmowy nieznajomej.

 Do domu Państwa Zielińskich miała niecały kilometr, więc na miejscu była za chwilę. W bramie przywitał ją Bingo. Przewrócił ją na śnieg i zaczął lizać po twarzy. Widać było, że nie mógł doczekać się jej przyjścia.Gdy Bingo w końcu z niej zszedł, otrzepała się i skierowała w kierunku wejścia.

 - Zrobiłam Ci ciepłą czekoladę - zawołała Pani Ala.

 - Oo! Dziękuję! Mam nadzieję, że mnie rozgrzeje po takiej zabawie z Bingo - odpowiedziała zdejmując płaszcz i buty.

 Chciała wejść do kuchni usłyszała cichutki pisk Bingo. Siedział obok wejścia i czekał. Chodziło o śnieg który przylepił się do jego długiej sierści. Wyszła z nim na zewnątrz i obrała go z zimnego śniegu. Teraz Bingo mógł szczęśliwy i dumny wejść do domu.

 - Mądrego macie tego psa - rzekł radośnie Pan Stefan.
 - Dokładnie. Ale najlepsze jest to, że on sam się tego nauczył.

 Bingo usiadł obok Pana Stefana i zaczął radośnie merdać ogonem. Pewnie wiedział, że rozmawiają na jego temat.

 - A jak tam w szkole? - spytała Pani Ala, siadając obok męża.

 Sara opowiedziała o wypadku i o tym, że musiała wyjść wcześniej ze szkoły po tym jak zdenerwowała ją nauczycielka od matematyki.

 - Saro, powiem szczerze, że ja coraz bardziej zastanawiałabym się nad zmianą szkoły, tym bardziej, że nie lubisz fryzjerstwa - rzekła Pani Ala, a Pan Stefan przyznał jej rację.

 - No tak. Zastanawiałam się, ale David mówił mi, że tam w liceum jest bardzo dużo nauki. Nie wiem czy dałabym sobie radę

 - My wierzymy, że dasz. Tylko nie czekaj i najlepiej dzisiaj podejmij decyzję, a jutro pójdziesz po papiery i zaniesiesz do innej szkoły. Czym prędzej tym lepiej - powiedział starszy mężczyzna.

 - Dziękuję, że we mnie wierzycie, ale mama na pewno nie będzie zadowolona z tego pomysłu... chociaż mam za sześć dni urodziny, więc mogę o sobie decydować - Sara z triumfem wstała z krzesła i uśmiechnęła się.

 - No i właśnie o to chodzi - powiedział dumny Pan Stefan.

 - Saro, jeśli chcesz się spotkać z Davidem to się pospiesz bo jest już przed szesnastą - rzekła sąsiadka.

 Dziewczyna podziękowała za czekoladę i rozmowę, po czym prędko się ubrała i wyszła...


CDN.

 Wiem, że ten fragment jest bardzo krótki, dlatego bardzo Was za to przepraszam. Musicie uzbroić się w cierpliwość do następnego fragmentu :) 

niedziela, 9 października 2016

"Poradnik przetrwania w życiu" - Bear Grylls

Tytuł: "Poradnik przetrwania w życiu"
Autor: Bear Grylls 
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2013 r.
Ilość stron: 288


OKŁADKA

 Noo... nie jest jakaś za specjalna. Czarno-biała  smutna. Ciekawe co się stało z drugą częścią twarzy autora. Jedyne co mnie zainteresowało to tytuł i dopisek po tytułem.


AUTOR

 Bear Gryls prowadzi program w telewizji "Szkoła przetrwania". Jest autorem 11 książek. W 2009 roku Grylls został najmłodszym w historii skaut-mistrzem, pełniąc rolę honorowego przywódcy 28 milionów skautów na całym świecie.




"Nieliczni próbują, bo nieliczni mają odwagę. A większość nie chce wyrzec się łatwego życia".



FABUŁA

 Bear Grylls opisuje różne sytuacje ze swojego życia, które pomogły mu stać się lepszym człowiekiem. Na przykład opowiada o wojsku, o rodzinie która go zawsze wspierała itp.
 Ogólnie rzecz biorąc jest to książka mocno motywacyjna i refleksyjna.



MOTYWACJA

 To co piszę Bear w książce, na prawdę napędza do działania. Mądrości w niej zawarte bardzo głęboko zapadają w pamięć. Dzięki przykładom, łatwiej jest zrozumieć co autor miał nam do przekazania. 
 Przede wszystkim zachęca, aby coś robić ze swoim życiem, a nie siedzieć i martwić się wszystkim na zapas.



"Jeśli coś ma się stać, muszę dać z siebie wszystko".



JĘZYK

 Książkę czyta się bardzo przyjemnie i nie w niej niezrozumiałych słów. Wszystkie historie są bardzo przemyślane, a zdania logiczne.



WEDŁUG MNIE

 Książka godna polecenia. Szybko się ją czyta, dzięki podziałowi na rozdziały. Każdy rozdział ma ciekawy tytuł, który rozciąga się na całą stronę.
 Jest świetna w odbiorze  nie trzeba nad nią jakoś intensywnie myśleć. Wystarczy czytać, a wszystko samo jakoś zostanie w głowie.
 Tak szczerze to jakoś nigdy nie przepadałam za Gryllsem chociażby dlatego, że jadł robaki (fuuujjj).
Nie czytałam innej jego książki, ale ta została świetnie napisana.
 Polecam wszystkim tym, którzy potrzebują takiej motywacji, aby zrobić coś ze swoim życiem, a przede wszystkim tym, którzy wiecznie mają doła i nie mogą z niego wyjść. Ta książka pomoże Wam w osiągnięciu celu.



"Dziś jest pierwszy dzień reszty Twojego życia".

piątek, 7 października 2016

Magiczne marzenie

HEJOOO ! 

Dziś kolejny fragment opowiadania :) Zapraszam do zapoznania się z nim!




 Sara czekała na autobus. Przypatrywała się tańczącym na wietrze płatkom śniegu i myślała nad ciepłym latem, do którego jeszcze daleko. Z zamyśleń wyrwał ją śpiew ślicznego, kolorowego ptaszka. Szkoda , że nie znała się na ich gatunkach, bo takiego jeszcze nie widziała. Mały ptaszek zręcznie przefrunął wokół Sary, radośnie przy tym śpiewając. Niestety chwilkę później straciła go z pola widzenia, ponieważ podjechał autobus.


 - Tutaj Saro - zawołał czyiś głos.

 Dziewczyna rozejrzała się i w tłumie dostrzegła swoją przyjaciółkę Marcelinę. Od razu rzuciły  się sobie w ramiona.

 Marcelina to bardzo barwna postać. Jest szczupła i wysoka, ma brązowe włosy z jasnymi końcami i bardzo długie naturalne rzęsy. Każdy jej ich zazdrości. Zawsze chodzi ubrana w kolorowe rzeczy. Ona po prostu lubi się wyróżniać. Jest bardzo wygadana i umie wyrazić swoje zdanie. Pomimo swojego ciężkiego charakteru, wskoczyłaby za Sarę w ogień.

 W czasie jazdy, Sara opowiedziała Marcelinie o jej strasznym weekendzie. Nagle Marcelina, zaczęła się przechylać w stronę Sary i było słychać tylko pisk opon. Kierowca autobusu nie mógł zapanować nad pojazdem i wylądował w rowie.

 Sara po wszystkim otworzyła oczy, popatrzyła na siebie i poczuła wielką ulgę, że nic jej się nie stało. Gorzej było z Marceliną.

 - Saro, nie mogę wyciągnąć nogi, pomóż mi - krzyczała z bólu dziewczyna.

 Sara próbowała coś zrobić, ale na darmo. Jakimś cudem wygramoliła się z pojazdu i zapewniła przyjaciółkę, że wezwie pomoc. 

 Niestety wszystko stało się na polnej drodze, gdzie jak na złość nikt tędy nie przejeżdżał. Dziewczyna postanowiła, że zadzwoni po pogotowie.

 - Cholera! Brawo, zapomniałam naładować tego starego telefonu.

 Zauważyła, że z autobusu wyszła jakaś młoda dziewczyna i to ona wezwała pogotowie i policję. 

 Karetka przyjechała dość szybko, bo już po pięciu minutach. Okazało się, że o dziwo nikomu nic się poważnego nie stało, oprócz Marceli. Większość ludzi miała lekkie zadrapania i siniaki. Marcelina jak się okazało, miała otwarte złamanie. Sara kątem oka, widziała kawałek kości piszczelowej. O mało nie zemdlała patrząc na ten widok.

 Pogotowie zabrało Marcelę do szpitala, a Sara obiecała, że niedługo ją odwiedzi. Dalszą drogę musiała pokonać na nogach. Szło się nie najgorzej, ale gdyby nie zimny wiatr byłoby o wiele lepiej.

 - Hmmm... A gdyby tak wymyślić sobie jakąś rutynę z monetą? - zastanawiała się.

 Z rozmyślań wyrwał ją warkot silnika. Sara spojrzała przez ramię i dostrzegła znajomy samochód. Zerknęła przez szybę i jej oczom ukazał się David. Bez wahania weszła do pojazdu.

 - Dokąd tak gnasz? - zapytał David.

 - Do szkoły. Autobus którym jechała miał wypadek i byłam skazana tylko na moje nogi.

 - O Matko! - przeraził się David - Jak to dobrze, że nic Ci nie jest - spojrzał na nią i dotknął jej ręki.

 - Mi nie, ale moja przyjaciółka wylądowała w szpitalu. Ma złamaną nogę.

 - Ojej! Brzmi strasznie. Miejmy nadzieję, że szybko z tego wyjdzie.

 - Oby - Sara spojrzała na Davida i posłała mu ciepły uśmiech. Chłopak również to zrobił.

 - A tak zmieniając temat. Bardzo ładnie Ci bez makijażu. Oczy i usta robią robotę - powiedział troszkę zarumieniony David.

 - Dziękuję. Jesteś pierwszy, który mi to mówi - odparła czerwona jak pomidor, Sara.

 Chłopak uśmiechnął się, patrząc na drogę, po czym zapytał

 - Pod jaką szkołę mam Cię podwieźć?

 - Pod Reymonta. Wiesz gdzie to?

 - Tak. Niedaleko jest moja szkoła.

 - O! No to super. Nie musisz nadrabiać kilometrów - westchnęła z ulgą Sara,

 - Nawet gdybym musiał, i tak bym Cię zabrał.

 David podjechał pod szkołę Sary.

 - Pamiętaj, że dziś o szesnastej się widzimy.

 - No jakbym mogła zapomnieć. Pamiętam to lepiej, niż o pracy domowej.

 Oboje zaczęli się śmiać, pożegnali się o Sara ruszyła w stronę szkoły. Przekroczyła tylko drzwi budynku i nagle wokół niej zebrało się kilka dziewczyn.

 - Hej Saro! Masz pracę domową z maty? - spytała jedna z nich.

 - A czy widać, żebym miała przy sobie jakieś zeszyty?! - warknęła Sara.

 Dziewczyny lekko zmieszane, od razu opuściły Sarę bez słowa. Zawsze tak było, że wszyscy są dla niej kolegami tylko wtedy, gdy coś chcą, a że Sara zawsze ma pracę domową, to głównie o to ją proszą. Nie mogła odnaleźć się w tej szkole nawet po trzech latach. Nie miała koleżanek (oprócz Marceliny), a nauczyciele w większości jakby się na nią uwięzili. Jedyną osobą, która ją lubiła, była Pan dyrektor. Z nią zawsze mogła o wszystkim porozmawiać.

 Dziewczyna podeszła pod salę w której miała zajęcia i usiadła na podłodze oczekując na dzwonek...


CDN.



 I jak Wam się podobał ten fragment opowiadania? :) Czekam na Wasze komentarze :)

 Do zobaczenia!

środa, 5 października 2016

"Lato w Savannah" - Beth Hoffman

Tytuł: "Lato w Savannah"
Autor: Beth Hoffman
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2012 r.
Ilość stron: 344


OKŁADKA

 W sumie to ona przyciągnęła moją uwagę. Jednak mała dziewczynka w ślicznej, falbaniastej sukience, rozczula. Zauważyłam również bardzo ładną czcionkę w tytule. Świetnie współgra z różowym kolorem sukni.
 Z tyłu okładka jest nieco inna, koloru błękitnego na której znajdują się delikatne obrazki kwiatów czy ptaków.
 Całość jest bardzo przyjemna dla oka.



AUTORKA

 Beth Hoffman przed rozpoczęciem kariery pisarskiej była szefową dużego studia dekoracji wnętrz w Cincinnati w stanie Ohio. Po przebytej ciężkiej chorobie postanowiła spełnić swoje marzenie i zostać pisarką.
 Razem ze swoim mężem oraz dwoma bystrymi kotami, mieszka w dzielnicy Newport w stanie Kentucky.



" I kiedy słodki aromat świeżych brzoskwini mieszał się z dźwiękiem ich głosów, schowałam w sobie to wspomnienie, czując spokój, jakiego nigdy dotąd nie zaznałam".



FABUŁA

 Dwunastoletnia Cecelia przez bardzo długi czas musiała opiekować się swoją matką, która była chora psychicznie. Jej ojciec nie interesował się ani nią, ani matką dziewczynki. Według swoich opowieści, wiecznie jest na wyjazdach służbowych.
 Pewnego dnia matka Cecelii umiera w strasznych okolicznościach. Dziewczynka zostaje całkowicie sama, ponieważ ojciec nie chcę brać za nią odpowiedzialności.
 Z pomocą przybywa jej ciotka Tootie, która przygarnia ją do siebie do Savannah.
 Dziewczynka poznaje tam mnóstwo bardzo sympatycznych osób i tam zaczyna nowe życie, w którym zapomina o przeszłości.




MOC PRZYJAŹNI

 W książce ukazany jest - i to bardzo wyraźnie - wątek przyjaźni.
 Okazuje się, że starsze osoby potrafią być najlepszymi przyjaciółmi nawet dla małej dziewczynki.
 Widać, że dziewvzynka bardzo kocha osoby z którymi dzieli swoje życie. W sytuacji CeeCee, przyjaźń jest bardzo ważna, ponieważ nigdy nie zaznała takiego uczucia od strony rówieśników.






"I nie marnuj tych wszystkich pięknych dni, które przyjdą i których jeszcze nie widziałaś, myśląc stale o przeszłości".




JĘZYK

 W książce nie ma użytych niezrozumiałych słów, jedynie użyte są tu np. nazwy roślin, ale to nie przeszkadza w zrozumieniu fabuły.
 Książka jest bardzo lekka i szybka do czytania, choć mi niestety zajęła trochę czasu :)



WEDŁUG MNIE

 Jest to dość ciekawa pozycja. N pewno jest dość inna od wszystkich książek. Łapie za serce, ale nie sprawiła w moim przypadku, że polały się łzy.
 Fabuła jest dość niespotykana, jeszcze się nie zetknęłam nawet podobną.
 Bardzo zżyłam się z CeeCee i Olettą. Miedzy nimi jest idealna przyjaźń, co zauważyło się już od ich pierwszego spotkania.
 Książka ma w sobie sporo mądrości życiowych, które bardzo przypadły mi do gustu i nawet do mnie trafiły. Szkoda tylko, że pojawia się tutaj dużo motywów o śmierci (mam nadzieję, że to nie jest spoiler :P), przez co staje się smutna.
 Książkę mogę z przyjemnością polecić. Świetnie nadaję się na jesienne wieczory przy herbacie, pomimo tego, że nie jest za wesoła.



"Ludzie są mądrzy, bo wychodzą do świata i żyją".


***

 Nareszcie pojawiła się recenzja. Bardzo przepraszam za tak dłuuugą przerwę, ale musiałam wypełnić inne obowiązki, 
 Mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

piątek, 30 września 2016

Magiczne marzenie

Hejo!

 Dzisiaj kolejny fragment opowiadania. Niestety nie wyrabiam się z czytaniem ostatnio i recenzję będą troszkę opóźnione. Postaram się jak najszybciej nadrobić braki ;)
 Dajcie w ogóle znać jak Wam się podoba dalsza część opowiadania, bo ostatnio jest cisza na jego temat :) Wasze komentarze na pewno mnie zmotywują i będę wiedziała czy to co tworzę ma sens :)

 Zapraszam do lektury ;)


~~~


 - Długo Cię nie było Olu - zachichotała Pani Zielińska.

 - Aaaa... bo byłam jeszcze z Markiem na zakupach - odpowiedziała z dumą kobieta.

 - A no to wszystko wyjaśnia - powiedziała przepraszająco starsza Pani - No, więc jaki jest ten Marek?

 - Jest przeuroczy. Okazało się, że mamy podobne zainteresowania i mieliśmy o czym rozmawiać. A do tego jest świetnym stylistą - odparła Ola.

 Chwilę opowiedziała Pani Zielińskiej jak to Marek chodził z nią po sklepach i doradzał w tym jest jej dobrze. Później opowiedziała o mieszkaniu.

 - Mieszkanie w bardzo dobrej cenie jak na tę okolicę. Od razu podpisałam umowę i dostałam klucze - zamachała srebrnym wisiorkiem przed oczami Pani Ali - więc jak na razie wszystko się układa.

 - To dlaczego przeprowadzacie się dopiero za trzy dni? Nie żebym Was wyganiała, ale jestem najzwyczajniej w świecie ciekawa - zapytała uśmiechając się, Pani Ala.

 - Musimy dokupić jeszcze kilka rzeczy typu ubrania, talerze, szklanki, sztućce i takie tam inne rzeczy.

 - Mhm... no, a skąd masz na to wszystko pieniądze?

 - Pani Alu. Mam galerię sztuki w którą zainwestowałam, więc i są pieniądze - wyjaśniła Ola i pognała do kuchni w międzyczasie wołając Sarę.

 Pani Ala zrobiła zadowoloną minę, ponieważ była szczęśliwa, że jej sąsiadom tak dobrze się układa. Zastanawia się tylko, czemu Ola nie ma prawa jazdy, będąc tak zamożną osobą.

 - Olu! A dlaczego nie masz samochodu? - zapytała, krzycząc do Oli.

 - Boję się prowadzić i nie lubię się tak stresować - głośno odpowiedziała kobieta - A i jeszcze jedno. Jutro jestem umówiona z Markiem.

 Pani Ala zadowolona odpowiedziała Oli, że to fantastyczna wiadomość. Skierowała się w stronę schodów razem z Mają i Panem Stefanem i pożegnała się z Olą. Ona została jeszcze chwilę, aby coś zjeść, po czym udała się na górę do swojego pokoju, który wcześniej pokazała jej Pani Ala.

 Sara ocknęła się i zdała sobie sprawę, że za długo już leży w wannie i postanowiła ją opuścić. Założyła turban na głowę i okręciła się ręcznikiem. Weszła do swojego pokoju, ubrała się w nową bieliznę i wskoczyła na łóżko. Nie potrzeba było dużo czasu Aby usnęła.


***


 - Wake up, wake up - powtarzał cieniutki głosik z małego pudełeczka.

 Sara przekręciła się na bok i po omacku szukała budzika. Wyczuła go ręką, ale strąciła koniuszkami palców i poturlał się drugi koniec pokoju.

 - Jałł... - wzdychnęła - zakichany dźwięk.

 Ostrożnie otworzyła oczy, usiadła na łóżku i wyciągnęła ramiona do góry, ziewając przy tym.

 - Ktoś musi wstać po ten cholerny budzik - rzekła drapiąc się w głowę.

 Poszła w stronę małego pudełeczka i zobaczyła, że jest szósta pięć. Ma akurat tyle czasu, aby się spokojnie wyszykować do szkoły.

 Odłożyła budzik na miejsce i poszła po ubrania. Wiedziała, że się spotkać z Davidem, więc skrupulatnie wybrała zestaw jaki założy. Stanęło na jasnych jeansach i gdybym kremowym swetrze z kokardkami. Włosy związała w luźny kucyk, który umiejscowiła na na boku za prawym uchem. Parę kosmyków spadło jej na twarz, co sprawiało, że wyglądała jak mała dziewczynka.

 W kuchni zastała Maję jedzącą płatki z mlekiem, mamę pijącą kawę oraz Panią Alę kręcącą się po pomieszczeniu. Sara przywitała się ze wszystkimi. Odpowiedzieli jej chórem, a Maja jeszcze do tego ucałowała ją w policzek. Sara uśmiechnęła się do niej i puściła jej oczko.

 - To co, dzisiaj pierwsza próba?

 - Tak, już nie mogę się doczekać. Na pewno będzie super - odpowiedziała radośnie Maja.

 - Też tak myślę. Powodzenia Słonko - powiedziała Sara i chwyciła wcześniej przygotowaną bułkę z serem, szynką, pomidorem i sałatą - Mamo, idziesz dzisiaj do galerii?

 - Właśnie za chwilkę wychodzę i na szesnastą jestem umówiona z Markiem.

 Sara przewróciła oczami.

 - Ja też jestem umówiona szesnastą z Davidem.

 Ola spojrzała z pretensją na dziewczynę, ale nie odezwała się ani słowem.

 Sara podeszła do Mai i Pani Zielińskiej, ucałowała je na pożegnanie i ruszyła w stronę korytarza. Założyła wysokie buty oraz płaszcz, który wczoraj sprawiła jej mama, po czym przyszła Ola i rzekła.

 - Najpóźniej o siedemnastej masz być u Państwa Zielińskich. Wiesz jak szybko robi się teraz ciemno.

 - Mamo, wiem, że się o mnie martwisz, ale pozwól, że sama o sobie zadecyduje. Będę z Davidem, więc nic mi się nie stanie.

 Podeszła do Oli i pocałowała ją w policzek, po czym wyszła.

 - Ależ ona jest uparta - rzekła Ola przez zęby.

 - Olu, daj jej trochę luzu. Ona na prawdę wie co robi - powiedziała Pani Zielińska, w międzyczasie kończąc robić kanapki dla Mai - A teraz jedź do galerii o się spóźnisz, A ja zaprowadzę Maję do szkoły.

 Ola chwyciła torebkę, ubrała się i wyszła z domu. W tej samej chwili, było słychać skrzypienie schodów. To Pan Stefan schodził na śniadanie. Maja przywitała go uściskiem i zapytała czy mógłby z Panią Alą zaprowadzić ją do szkoły. Mężczyzna od razu się zgodził w tym celu zjadł bardzo szybkie śniadanie składające się z płatków z mlekiem i kawy. Bingo, który przez cały czas cichutko leżał pod stołem, zerwał się do Mai, aby chwilę się z nią pobawić. Obydwoje gonili się po całym parterze. Pani Ala nałożyła karmę do miski psa i od razu przybiegł na śniadanie.

 Wszyscy byli gotowi do wyjścia, oprócz czworonoga. Pani Zielińska chwyciła za smycz, przypięła ją do obroży i wyszli z domu...


CDN.